Blog roku 2005

Nigdy nie potrafiłem rysować, a teraz okazuje się, że mogę narysować Zamczysko nogami 12 razy raz po raz. Trochę koślawe, ale i tak cieszy :)

 

Po kwalifikacji do UTMB trening stał się obowiązkiem, a czasu brakuje. Biegam często w nocy, w nieznanym terenie, w lesie, przeważnie sam. Dla podniesienia bezpieczeństwa udostępniam swoje położenie OnLine. Jeśli zechcesz możesz sprawdzić czy biegnę i gdzie jestem klikając ten link:

http://www.endomondo.com/workouts/347597352/15100474

Gdyby mi się coś stało możesz być pierwszą osobą, która będzie o tym wiedzieć, ale reaguj tylko na wezwanie pomocy. W niektórych miejscach po prostu brakuje zasięgu sieci i sygnał może się urwać na pewien czas. Kończąc trenig zawsze ustawię status OK.

 

 

 

 

 

Zamczysko 571 m n.p.m. Nieco ponad 200 m podejścia z poziomu parku w Rymanowie Zdroju. Mówiąc "byłem tam 100 razy" wiem, że byłem znacznie więcej. Góra, która przygotowała mnie do 4-ech Rzeźników, CCC, Grani Tatr, a teraz ma dać siłę na UTMB. Staram się być tam 5x dziennie  (zdarzyło się 10). Tutejsze sarny przyzwyczaiły się do mnie, gdy w dzień lub w nocy kolejny raz pokonuję własną słabość.  To miejsce jest mi jak dom...

 

 

...że bieganie będzie ci potrzebne jak powietrze...

 

 

 

 

 

...że biegnąc będziesz czuł się ptakiem...

 

 

 

 

 

...i że nie będziesz potrzebował skrzydeł by lecieć...

 

Z przystanku, przez Rusinową Polanę, Gęsię Szyję, Murowaniec na Kościelec... i do Zakopanego. I choć bolą nogi... dobrze jest biegać...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Cytując media - najtrudniejszy bieg w Polsce.

 

 

Dla mnie takim się okazał, ale nie z powodu dystansu (tylko 70 km), ani ok. 5000m przewyższenia, bo biegałem więcej. Owszem, pod stopami piargi, schodki, ruchome kamienie... było tak źle jak nigdzie wcześniej. Jednak głównym problemem byłem ja sam, ze skurczami wszystkich mięśni jakie w nogach są. Zaniedbałem suplementowanie potasem i zapłaciłem za to największym i najdłuższym fizycznym bólem jakiego w życiu doświadczyłem. Na szczęście psycha była OK, motywacja i wsparcie jakiego nie miał chyba nikt, a dedykowany cel ukończenia biegu tak ważny, że rezygnacja nie wchodziła w grę, więc dobiegłem godzinę przed limitem.

Ale pierwszy raz i mam nadzieję ostatni, brałem udział w biegu, w którym organizator zaprosił mnie do uczestnictwa, pobrał pełne wpisowe, sprawdził, że wcześniej biegałem po górach kończąc ultra-maratony górskie i założył, że biegu nie ukończę. Co jeszcze miałem zrobić by we mnie uwierzył? To co że rywale okazali się mocniejsi? Gratuluję i podziwiam, ale od początku wiedziałem, że dla mnie zwycięstwem będzie dotarcie do mety w limicie czasu. Zmierzyłem się z dystansem, przewyższeniami, własną słabością, bólem, limitem czasu. Dałem rady. Tym razem osobiście przekonałem się, że ci którzy kończą później, w ukończenie biegu wkładają najwięcej. Kubek wody na mecie... koszulek i medali brakło...

Podziękowania:

Organizatorkom, że wymyśliły i zrobiły ten niesamowity bieg. Drobne wpadki nie przekreślają całości, a nie zdarzają się tylko tym co nic nie robią. TOPR-owcom za profesjonalizm - to dzięki nim było klarownie i bezpiecznie.
Woluntariuszom - byli wspaniali, serdeczni, tak bardzo uczynni, pomocni... brakuje słów by wyrazić uznanie i wdzięczność.
Turystom, za życzliwe traktowanie i gorący doping.
Władzom TPN, że zaryzykowali, pozwolili. Szkoda, że dojście rodzin i kibiców na linię mety (50 m od kasy) wymagało wykupienia biletu.  Pazerność czy nadgorliwość kasjerki?

Najbliższym za obecość wsparcie i wyrozumiałość.
Kolegom za wyborne towarzystwo.

Szczególne podziękowania paniom bufetowym ze schroniska w 5 stawach za uratowanie życia poprzez szybkie podanie napojów, które żołądek mógł przyjąć. Gratis i poza kolejką. Wdzięczność dozgonna, a i tak przyjdę podziękować osobiście.

 

 

Myślami ciągle w Tatrach, teraz już zastanawiam się czy to co jem, piję nie zaszkodzi mi podczas sobotniej próby. Przeglądam zdjęcia z ostatnich tatrzańskich wycieczek. Te góry stały mi się bliższe niż kiedykolwiek wcześniej. Biegnąc nie będę walczył z rywalami, podbiegami, zbiegami, kamieniami, piargami, schodkami, korzeniami. Postaram się z nimi zaprzyjaźnić, wkomponować w otoczenie. Pobiegnę ciesząc się szansą jaką znów dostałem. Będę myślał o najbliższych, rodzinie, przyjaciołach, zajomych...  o tym co w życiu ważne. Będę stawiał rozważnie każdy krok...dotarło do mnie, że będzie ich ponad sto tysięcy. Będę słuchał rytmu serca... ono mi powie jak biec... zawsze mówi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tatry, okolice Czarnego Stawu i Przełęczy Pod Chłopkiem

 

Do startu pozostało 7 dni. Już nie muszę robić kilometrów, przewyższeń. Wypoczęte nogi niosą mnie lekko. Zdają się przesuwać ziemię do tyłu, bez wysiłku obracać całym globem. Czuję się lekki jak ptak. Znów bieganie jest przeżyciem artystycznym. Wróciło uczucie, że jestem "system mechaniczny doskonały". Przygotowałem się najlepiej jak potrafiłem. Już czuję przypływ adrenaliny. Co chwilę pokonuję w myślach całą trasę, której nauczyłem się na pamięć.

A jak będzie? Zobaczymy 17.08.

 

 

 

Fotki z Orlej Perci.

Podobnie jak w poprzednich dwóch etapach przymierzam się do limitu. W najgorszym razie na pokonanie tego odcinka będę miał 7h. Startuję z Kuźnic ale stoper włączam w Murowańcu. Tu również nie miałem wystarczajaco cierpliwości by uzupełnić zapasy w bufecie schroniska - zbyt duża kolejka. Zatem ruszam:

Czerwony Staw 40 min., uzupłniam zapas izotonika rozpuszczając tabletki w wodzie ze strumienia, 5 min postoju. Krzyżne 1h28, nie zatrzymując się ruszam w dół, jest sucho i pogodnie i nie chcę wyobrażac sobie tego zbiegu, gdy skały będą mokre i ubłocone. Schronisko w 5 stawach 2h15, porządny posiłek popity piwem, zaopatruję się również w izotonik. Postój trwa 20 min.  Wodogrzmoty 3h07, czyli 53 min. szybciej niż czas limitu (14h-10h=4h). Biorąc pod uwagę, że biegłem z Kuźnic, a nie Siwej Polany czyli 40 km mniej - szału nie ma. Teraz najgorszy pod każdym względem odcinek całego biegu. Bardzo nieciekawie pod nogami: korzenie, gałęzie,  błoto, ruchome i nieruchome kocie łby, kołki z drewnianymi zastawkami, do tego caly czas w lesie, brak wiaterku, brak widoków, jednym słowem KOSZMAR. Waksmundzka Rówień 3h58, Psia Trawka 4h25, Polana Kopieniec 5h00, Kuźnice 5h45 czyli w limicie z zapasem ponad 1h.

Na odcinku od Wodogrzmotów odnotowałem kryzys żołądkowy, który bardzo mnie osłabił, praktycznie cały czas poruszałem się idąc. Piwo? Trudno jednak przyjąć, że podczas zawodów wszystkie nieszczęcia mnie ominą, więc czas uznaję za realistyczny i nie zakładam, że 17.08 go poprawię. 

Tym razem nie robiłem zdjęć, ale zamieszczam kilka fotek z wcześniejszych wybiegań.

Link do traka GPS --->>> tutaj

Realacja z etapu Ornak-Murowaniec --->>>tutaj

Pozdrawiam wszystkich! Do zobaczenia na szlaku!

Limit 10h od startu do Murowańca został utrzymany, więc zakładam, że ten odcinek należy pokonać poniżej 4h. By urealnić czas treningu w odniesieniu do zawodów, do Hali Ornak biegnę z Zakopanego z plecakiem zawierającym wszystko co trzeba + lustrzanka z nielekkim obiektywem. Najtrudniej było przebić się przez Dolinę Kościeliską od czarnego szlaku, pośród tłumów turystów, wozów, wózków, rowerów i nie wiem czego jeszcze. Planowane zaopatrzenie w izotonik w schronisku odpadło z powodu kolejki do bufetu zaczynającej się 100m przed budynkiem. Zatem przepisowy 1 litr, z którego już połowę wypiłem, musiał wystarczyć do Kasprowego. Pogoda dobra, pod nogami sucho, najpierw biegnę, a później szybko (w stosunku do licznych turystów) idę. Znaki mówią, że na Ciemniak niespełna 4 h. Zobaczmy jak było:

Chuda Przełęcz 1h20, Ciemniak 1h45, Małołączniak 2h05, Kopa Kondracka 2h20, Kasprowy 3h15, Murowaniec 3h55.

By bardziej zbliżyć tempo to tego jakim pobiegnę podczas zawodów (Tatry Zachodnie będą już w nogach), po drodze zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć kilkakrotnie zatrzymując się by wyjąć aparat z plecaka, by następnie znów go tam pieczołowicie zapakować, tak by nie uszkodził mi kręgosłupa. Na Kasprowym, w restauracji, zjadłem obiad i popiłem piwem, by nie pomyślał (ten obiad), że pies go zjadł - przepraszam za ten cytat te sympatyczne czworonogi. Zajęło to min. 20 min. Podsumowując:

Bardzo przyjemny etap i trening mimo, że mocno wykręciłem kostkę na równej ścieżce, z powodu dekoncentracji, gapiąc się na fajne turystki. Ciekawe w jakim procencie przyczyniło się do tego piwo... Zgodnie z mottem: "trza być kwardym, nie miętkim" pobiegłem do Kuźnic udając, że nie boli.

Pozdrawiam serdecznie, szczególnie biegających.

Link do traka GPS - >>>tutaj.

Jeszcze kilka zdjęć zrobionych podczas tej wycieczki --- >>> tutaj

Relacja z treningu na etapie Siwa Polana-Ornak --->>>tutaj

Strony