Blog roku 2005

Pułap ciszy

 

… niekoniecznie tu w przyrodzie, bo paru narwańców intensywnie treluje zgodnie z prawem swojej natury…

…mojej ciszy, która sprawia, że poprzednie widoki, które przecież porywały mnie, budziły emocje, przyspieszały tętno, wydawały się takie niezwykłe…

…teraz zdają się być niepotrzebnym krzykiem zakłócającym ciszę…

…Teraz jest inne niż było w środku dnia, teraz ja jestem inny…

…na jak długo?

 

P.S.

wystarczająco by nie zapomnieć dlaczego niezpominajki u J… mają inny kolor niż moje,

by powiedzieć Carmelicie, że jej wieże cerkwi są doskonałe i że odkąd mi je pokazała, patrzę na cerkwie szerzej, pełniej …

by kolejny raz podzielić z Amelią troskę o „Jej” „Stefana”…

by ogarnąć myślą Wszystkich moich gości z Polski, USA, Kanady, Niemiec, Wielkiej Brytaniii, Irlandii, Turcji, Belgii, Holandii, Australii i … Jordanii… pominąłem niestety kilkadziesiat  państw, ale mam je wszystkie w moich myślach, które bez trudu objemują Cały Kosmos….

….a przecież to wszystko tylko uzupełnia myśli o moich najbliższych, z Których jestem i dzięki Którym jestem…

 

 

Dodaj komentarz

HTML

  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.

Plain text

  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Udowodnij że nie jesteś robotem!
   ___    ____     ___    ____    _____ 
( _ ) | ___| / _ \ | ___| |___ /
/ _ \ |___ \ | (_) | |___ \ |_ \
| (_) | ___) | \__, | ___) | ___) |
\___/ |____/ /_/ |____/ |____/
Wpisz kod z ASCII art.

Komentarze

Komentarze: 

  • ~J

    ….oczywiście, że NIE ZAWSZE marzenia bywają niepoprawne…. …ale błądzić również w ortografii (?)…..wstyd mi ;o))…ale, oj tam WYBACZYCIE?….



  • ~J

    …..na zawsze coś nosi człowieka po tych bezdrożach, kusi wolnością , cieszy gdy nawet nogi czasem bolą, gdy do domu daleko i tak dobrze jest wracać na herbatę malinową z głową pełną widoków i marzeń niezawsze poprawnych ;o))….



  • ~czado

    Nie skopałaś! Tak też chciałbym napisać. Pozdrawiam.




  • ~czado

    Tak pamiętam doskonale, była rosa… wieczorna. Nie zdjałem butów bo domu było daleko, nie byłoby gdzie umyć i stóp by z powrotem założyć buty, a boso pociemku trudno. Pozdrawiam!



  • ~Jolka

    Ameli – wierzę,że żadne stworzenie nie rodzi się złe.Ale i wierzę też w to ,że geny coś mają do powiedzenia.Psy tej rasy ,ze względu na charakter i swą siłę,powinny być od szczenięcia odpowiednio prowadzone.Ostatnio są modne wśród zakapturzonych ,szpanujących młodzieńców,którzy -gdy nie radzą sobie z nimi-’po angielsku” pozbywają się ich.Moje obawy wynikały z tragicznych doświadczeń koleżanki,która przygarnęła dorosłego amstaffa.Dobrze będzie – Ameli-ludzie ze skłonnością do alkoholu dziwnym trafem mają dużo serca dla psów ; dawno to stwierdziłam.



  • ~Jolka

    Sorry-”skopałam” ważny cytat,ale mam nadzieję,że nie sens…



  • ~ameli

    … w ten sam sposób rozmyślałam o pieskim życiu Stefana.Nasze – ludzkie też nie jest różami usłane i różnych ludzi na swojej drodze spotykamy…o niektórych chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć, a innych mimo, że osobiście nie znamy – do końca życia w sercu zachowamy.I choć Stefanowi domu z ogrodem nie zapewniłam to ludzie, do których trafił mają dla niego czas i myślę, że serce również. A u nas całmi dniami Stefek, by siedział sam zamknięty w czterech ścianch… bo praca, bo obowiązki, bo dom na końcu w tym bezlitosnym kieracie.I właśnie przed chwilą rozmawiałam z Panem, który się psiakiem zaopiekował (tu wiara w telepatię się wzmaga – bo zadzwonił w momencie kiedy znowu o Stefku rozmyślam, trochę się niepokoję i… piszę).Otóż Stefan ma się dobrze :) choć na początku próbował rządzić i szkodził, to teraz się wyciszył, spokój odzyskał i jest posłuszny :) ) Dzisiaj był na koniecznych szczepieniach, a kłopoty pokarmowe (jakie miał) już mu minęły…i chyba mogę już być spokojna o to, że Stefanowi krzywda się nie dzieje, i że właściwą opieką został obdarzony :) ))I tak na koniec… moje obawy, czy w dobre ręce oddałam Stefana związane były ze słabością nowego Pana do alkoholu, ale po dzisiejszej rozmowie czuję, że Stefan swoją potrzebą opieki i czułości pomoże jemu. Panu Kazimierzowi zależy, by psiak miał u niego jak najlepiej, by go „szanował” i w pełni akceptował, ale wiadomo na to trzeba sobie zasłużyć. Widać takie było przeznaczenie tych dwojga, by się spotkali i sobą wzajemnie zaopiekowali… sobie wzajemnie pomogli.I tak na koniec końców zamykając historię o Stefanie, bo zbytnio się ona wśród pejzaży Czado rozpanoszyła…wydaje mi się, że pomimo dramatcznego jej przebiegu i tych dwóch tygodni mojego zmagania się z własnym sumieniem – mogę odetchnąć i powiedzieć, że ma ona szcześliwe zakończenie :) P.S. I dziękuję Wszystkim za dobre słowa i otuchę – łatwiej to wszystko było przetrwać.I słowo dla Jolci – psiak nie miał czipa – sprawdziłam to od razu… i nie był wcale groźny, a że był mocno „zbudowany” i potrafił powalić mnie gdy w szalonym pędzie próbował pochwycić swoją zabawkę – to nie jego wina… takim sie urodził… takim Go Bóg stworzył. Zwierzęta ze swojej natury nie są złe (podobnie jak dzieci)… nie atakują bez powodu, tylko ludzie… swoje trzy grosze muszą zawsze wtrącić.Pozdrawiam… dzisiaj już zasnę spokojniej :)



  • ~ameli

    Wiesz Carrmelito… Najbliższych się nie wybiera… Zwierząt też nie powinno (z takiego założenia wychodzę, dlatego tak wszystko przeżywam, bo daru od losu – jakim był Stefan – nie mogłam przyjąć)… ale Ich wszystkich należy kochać i szanować za to, że po prostu są. Bez Nich, jak pisał Czado nie istniejemy.I choć z Najbliższymi często się nie zgadzam i „okoniem staję” to jednak z całego serca staram się ich zrozumieć – przecież nie chcą dla mnie źle, a jeśli chodzi o Stefana to w dużej mierze rozchodziło się o moje – nasze bezpieczeństwo i byśmy kłopotów nie mieli…Niestety z przykrością muszę stwierdzić i nie da się tego ukryć, że żyjemy wśród utartych stereotypów, a przypiętej „etykiety” trudno się pozbyć (nawet w przypadku zwierząt).I masz rację, że czasmi czuję się osamotniona – nie ja jedna z pewnością – ale jest przy mnie ktoś kto podnosi mnie na duchu i wróży lepsze jutro. Zresztą… dzięki Wam drodzy blogowicze i dzięki Waldkowi, który gości tu nas z pogodnymi myślami, ale też naszymi rozterkami myślę, że nikt z nas nie będzie nigdy sam, musimy tylko… odszukać się w tym wielkim świecie – przecież jest nas wielu podobnie myślących i czujących…poeci z „kurzem w skarpetkach” :) )) i różowymi obłokami w myślach i z wilkim sercem – gorącym niczym czerwień maków :)



  • ~J

    …rumiane słońce miało roześmianą twarz, gdy rano włożyłam traperki, zawołałam psa i po dużej porcji ulubionych truskawek z cukrem przez wielką łąkę wyszłam na Ostre, tyle kwiatów się obudziło na nowy dzień, pies brodził w wielkiej trawie, w której dobrze by się było zapodziać na wieczność , zmokły mi nogi a oczy cieszył ten zaczarowany las, w którym potrafię być taka sama jak jestem na tej łące pełnej rosy i przestrzeni……



  • ~Carrmelita

    Wcześniej chciałam Ci na to zwrócić uwagę, ale nie miałam śmiałości …Sama to napisałaś i na pewno przeczuwasz, że Twoi najbliżsi nie kochają zwierząt, nie widzą ich piękna i mądrości. Myślą tylko o swojej wygodzie ( Zwierzę domowe to nie odkurzacz, mikser czy telewizor ! Nie ma być użyteczne, łatwe i ciche w obsłudze ). Ci ludzie nie mają litości ani nad psem ani nad Tobą … Musisz się czuć czasami osamotniona wśród takich ludzi. Nie rozumiem takich potworów ! Pewnie nigdy sami nie mieli zwierząt i się ich obawiają. Biedni, ograniczeni, słabi ludeczkowie … To ich trzeba było pognać, a nie Stefana !!!!!!! Wrócili by potem z podkulonymi ogonami, prosić o przebaczenie. Przepraszam, Ameli, ale wiesz, że czasami ponoszą mnie emocje ! Współczuję Ci z całego serca …



  • ~Carrmelita

    Podejdź do tego inaczej, Ameli: takie porzucone zwierzaki nie zawsze mają szczęście trafić w dobre ręce, kogoś kto je przytuli i nakarmi choćby przez tydzień. To jest jak krok, po kroku, jak kamyk do kamyczka … Dzięki ludziom dobrej woli zwierzaki dotrwają do spotkania ze swoim przyszłym, prawdziwym domem. Byłaś dla niego jak spotkanie na szlaku, jak przystanek w podróży. To było jak wizyta u Cioci Ameli, niosąca dobre wspomnienia …Nie martw się, kiedyś pozwolisz sobie na czworonożnego przyjaciela. Teraz już wiesz jakie to piękne, pouczające i cenne przeżycie …



  • ~esemoka

    Czy mogłabym umieścic na swoim fbl zdjęcie ze stokrotkami (chyba 3 od góry). Oczywiście z informacją skąd pochodzą i kto jest ich autorem.Jestem w dość trudnej sytuacji, a stokrotki i to niebo są symbolem tego co się stało. Bo jeszcze niedawno ja sama byłam.. własnie stokrotką.Serdecznie pozdrawiam i zostawiam namiary :www.esemoka.photoblog.pl



  • ~ameli

    Czado… „wielkie” masz myśli i serce też – naprawdę… i Dziękuję i cieszy mnie, że jest w nich miejsce również dla nas… jak na Twoich łąkach zielonych, rumianych… na szczytach słońcem lub zmierzchem skąpanych… w niebie – ostoi tych głów rozmarzonych i duszyczek do gór stęsknionych.I proszę… przekaż swoim najbliższym serdeczne pozdrowienia i dobre myśli nasze, bo jak piszesz „Dzięki Nim i z Nich jesteś” – również dla nas… i „dzielą się Tobą” z każdym Twoim nowym obrazem, za co Im jesteśmy niezmiernie wdzięczni.



  • ~ameli

    Mnie również Carrmelita otworzyła szerzej oczy na ten świat i m.in. na krzyże wieńczące kopuły i wieżyczki kościołów czy cerkwi, bo przecież rzadko kiedy są jednakowe… na co wcześniej zupełnie nie zwracałam uwagi.Teraz wiem… bacznie obserwuję… i w kadrze różnorodność próbuję „pomieścić” – z różnym skutkiem, niestety ;)



  • ~J

    ……pobiec mokrym od rosy dywanem traw zielonych aż do lasu i strumienia, całkiem daleko i blisko… albo poczuć zapach takiej trawy wielkiej jutro na pewno spróbuję sobie….. oj tam, zmokną mi nogi najwyżej, lubię rosę poranków nawet gdy nie chce mi się wstawać, żeby się nią nacieszyć od rana , trochę będzie chłodno ale Czyjeś myśli ciepłe ogrzeją mi serce (?) …i ciekawa jestem czy potrafisz przypomnieć sobie moment, gdy robiłeś TO zdjęcie i czy była rosa?…….



  • ~evita

    i mnie cisza zaczela przepelniac poplatana nicmi tesknoty za tym pieknem ktore dzieki Tobie moge ogladac…i prosze jeszcze :)



  • ~Julia

    Piekne po raz kolejny …



  • ~ania

    brak słów ….



  • ~J

    …pod niebem złoto-różowym sobie tutaj usiadłam na chwilę na cudownej zielonej łące, odnalazłam siłę i jakoś tak spokojniej potrafię spojrzeć w horyzont, będzie dobrze……bo przecież jest miłość, radość i nadzieja….



  • ~Radek

    Ach… Super masz te zdjęcia. Ja też teraz byłem w górach, ale nie miałem okazji widzieć ich o zmroku. Pozdrawiam i zapraszam do mniehttp://album-foto.blog.onet.pl/



  • ~Asia

    „Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamietaj jaki pokój może być w ciszy…”



  • ~Jolka

    „najbliżsi,z Których jestem i z Którymi jestem…” – piękne…Oni są najważniejsi…To wielki dar,gdy Ich mamy…Musimy dbać o ten skarb,strzec,dziękować zań…Codziennie…



  • ~czado

    Dziękuję…Cerwkiewki zawsze mnie ciekawiły, ale dzieki Tobie wnikliwiej przyglądam się ich wieżyczkom :)



  • ~ameli

    Nie zostawimy Cię J. bez dobrych myśli, przecież wiesz… i proszę nie czuj się osamotniona w swoim myśleniu …jesteśmy z Tobą, bo zawsze będzie ktoś, kto podobnie jak Ty szuka na wszystko dobrej recepty i ja też często chciałabym „odmienić ten czas”… w myślach próbuję…Dzisiaj nowy już dzień – świeży oddech życia, promieniami słońca roześmiany i tylko spójrz w niebo – tak masz do niego blisko – a kolor niezpominajek przypomni się na wieczność…Głowa do góry… głowa w chmury i niech tylko czubki palców trawy się trzymają lub po ziemi stąpają… „uśmiechnij sie do nas, do siebie też” :)



  • ~ameli

    P.S. Rodzina próbuje mnie pocieszać… „z psem to kłopot… po co wam pies… a co z odzwiedzinami u nas…itd.itp” – wszystkie obawy koncentrują się na nich, na nas – a co z psem? – przecież on też przeżywa i czuje. I tylko słowa jednej znajomej – pani uroczego buldoga – odrobine uspokoiły moje sumienie – „Dobrze było Stefanowi u was – to mu smutno, ale poradzi sobie” – miejmy nadzieję i że u nowego pana szybko o mnie zapomni … zadra jednak w moim sumieniu pozostanie na zawsze.



  • ~ameli

    …nareszcie osiągnięty ? Piszesz dzisiaj Waldku o swoich zdjeciach w ten sam sposób jak ja często myślę o moich komentarzach pozostawionych u Ciebie (oczywiście nie uważam ich za niezwykłe, ale że napisane pod wpływem silnych emocji – następnego dnia wydają się być „niepotrzebnym krzykiem”, że zakłucają ową ciszę……a co się stanie jak ten czas inności minie… zapomnisz? Chyba nie…prawda?… i nie chciałam przysporzyć Tobie trosk związanych ze Stefanem, pewnie swoich masz sporo, nie myślałm, że tak to do siebie weźmiesz…ale bardzo dziękuję za dobre myśli i pomoc.Stefana już ze mną nie ma :( bardzo mi Go brakuje.I tak naprawdę czuję się podle, że musiałam go oddać… zawiodłam jego zaufanie, którym mnie obdarzył….Myślałam, że mu w jakiś sposób pomogę, ale chyba tylko dodatkowo zraniłam. Nigdy nie zapomnę, gdy pakowałm jego „rzeczy”, a on się dziwił – Dlaczego? i kiedy rozmawiałm z jego nowym panem, a on stał u mojej nogi i tak żałośnie piszczał :( ((( wszystko rozumiał – wszystko i płakał…Wstrząsjące przeżycie…Nie był świętoszkiem, potrafił nabroić, ale wtedy robił minę jak Kot w butach ze Shreka, który prosił by kompani go zabrali ze sobą.Najmilsze chwile ze Stefanem (dla mnie – myślę że dla niego też) były wtedy gdy przytulał swoją mordę do mojej twarzy, ja go obejmowałam rękami i głaskałm po grzbiecie – w takim objęciu łagodniał jak baranek i mogliśmy tak nawet godzinę wytrwać.Dzisiaj w domu posprzątałm po Stefku, ale nadal czuję jego zapach, a najbardziej tu przy komputerze… to chyba dlatego, że zawsze wytrwale towarzyszył mi gdy przesiadywałm nocki w Pejzażach.Zawsze marzyłam, by mieć czworonożnego przyjaciela… miałam … przez tydzień.I proszę Pana Boga, by na mojej drodze nie „zostawiał” mi już zwierzaków, bo choć bezgraniczną czułością obdarzę to na nic ona skoro nietrwała i tylko na chwilę, bo przygarnąć ich nie mogę… nie teraz i tylko smutek wprowadzam w te mądre, kochające główki.



  • ~Carrmelita

    Dzięki, Ameli za komplement. Zawsze jednak, gdy coś sklecę, mam wrażenie, że gdzieś to jakby już czytałam … syndrom plagiatu !? Dla mnie Ks. Twardowski jest uosobieniem człowieczej pokory, pochylającej się nad światem w nieustającym nad nim zachwycie. Jaszcze raz dziękuję za wiersz Mistrza Jana od Biedronki.



  • ~Carrmelita

    Czado, skoro zaciekawiły Cię cerkiewki, zacytuję dziwny wiersz o nich z arsenału J. Harasymowicza ( oczywiście ):’Jastrzębik leży u stóp Jaworzyny, tam gdzie wilkiswe trójkątne pyski do góry unoszą niby płoty. …W Jastrzębiku kopuły brązowe, cerkiewne kopuły.Chmary kawek otaczają je wirem niezmierzonymi dziobią je jak wielkie czerstwe bułki,więc starowinki trzeszczą pod wiatrem górskim, szalonymKu wiosce, …ryś może spoziera z Jaworzyny granatowych mroków,zaś w kopułce cerkwi ten mieszka, któremu na karkujak szczotkastoją włosy zielone, i rzuca kopytko blask, gdy kilkauczyni swych tanecznych kroków….Ach, purpurowy sen trwa w kopułce ciągle, i nigdy nie ginie.Chodźmy, o chodźmy stąd, księżyc jak kogut czerwonypod granatowym skrzydłem jodełki jest już niesionyna sprzedaż.’Boże, jak ten J.H. ‘czuje pismo nosem’ ! Nieprawdaż ?



  • ~ameli

    Bardzo mi się ten wierszyk podoba, zresztą jak inne Twoje o kwiatkach „rozsiane” na blogu jak na łące uroczej.Piszesz tak o nich wrażliwie, a zarazem zabawnie jak ks. Twardowski o ptaszkach, ale też innych żyjątkach …Mrówko, ważko, biedronko…Mrówko co nie urosłaś w czasie wiekówćma od lampy do lampyna przełaj i najprościejświetliku mrugający nieznany i nieobecnykoniku polnyważko nieważkawesoło obojętnabiedronko nad którą zamyśliłby sięnawet papież z policzkiem na rękuczłapię po świecie jak ciężki słońtak duży, że nic nie rozumiemmyślę jak uklęknąći nie zadrzeć nosa do górya życie nasze jednakowoniespokojne i malutkieP.S. Nie bez powodu mówi się pięknie o ks. Twardowskim – Jan od Biedronki :)



  • ~Carrmelita

    ‘Obłoki jak anioły pochyliły się nad ziemią,skrzydła ich się zetknęły, cisza …’



  • ~Carrmelita

    Na otarcie łez mój wpis o niezapominajce:N: – Już jestem, pogodna i niefrasobliwa jak ‘Niebo poetów i Bogów’. Zrobiłam oko na turkusowo. Zobacz !K: – Masz dziś ten błysk, jak hostię w źrenicy.N: – Właśnie odjechał mój wiosenny autobus, ale to nic… Zamieszkałam w kwiecistej spódnicy ogrodu, Gdzie gwiazdozbiory sióstr moich i braci Piją herbacianą rosę na grządkach o zmroku. Nie widziałyśmy się od zeszłego roku, od maja, Ale pamiętam cię dobrze, nie zapomniałam Twego posągowego, alabastrowego uroku. Masz na imię Konwalia ? K: – Witaj w domu, Mała !



  • ~Carrmelita

    ‘Żyję z naturą, Jak ten liść przelotny,Na liści wiarę’.albo … ‘Miałem sen,że byłem jesionem sypiącymstrąki metafor.Miałem dzień,że byłem człowiekiem sypiącymchmury liści’.



  • ~J

    …i jestem …taka smutna i samotna z tym myśleniem o wszystkim na co nie mogę mieć recepty i co się dzieje poza mną….chciałbym umieć czas odmienić,i myśli odwrócić, a kolor niezapominajek zapamiętać na całe życie moje, Twoje dla mnie ten azyl(?) jednak…. tak mocno chcę pamiętać każdą moją myśl Twoją dzisiejszej nocy, gdy księżyc….potrzebuję waszych dobrych myśli…….tak bardzo mocno potrzebuję………………….



  • ~rude wredne

    bądź.



  • ~urszula

    chyba z każdą chwilą jesteśmy kimś innym… kiedyś wydawało mi się, że są takie rzeczy, emocje, uczucia, które zawsze będą we mnie tkwić. tak samo, jednostajnie, niezmiennie. a jednak… „spróbuj zapomnieć, że wszystko ma swój kres, bo twój żal jest bez znaczenia, chyba wiesz…”