Blog roku 2005

Dotkąć lata

 

 

 

 

 

 

… tak bym chciał, ale ciągle jestem w biegu, zatrzymuję się tylko po to by wyrównać oddech, a przecież na wyciągniecie ręki jest …

Dodaj komentarz

HTML

  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.

Plain text

  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Udowodnij że nie jesteś robotem!
  _  _     ____    ____    _  _      ___  
| || | |___ \ |___ \ | || | / _ \
| || |_ __) | __) | | || |_ | (_) |
|__ _| / __/ / __/ |__ _| \__, |
|_| |_____| |_____| |_| /_/
Wpisz kod z ASCII art.

Komentarze

Komentarze: 


  • ~Jolka

    Pamiętam,że rok temu chciałam wstawić tu komentarz w rodzaju: „Gdzie tak gnasz? Czy trenujesz do maratonu?” Może już ten pomysł kiełkował? Cieszę się, ,jakbym co najmniej sama się przygotowywała :)



  • ~ameli

    dziękuję bardzo :D … już najwyższa pora spakować plecak i choć na dwa dni w odwiedziny do Dziadków pojechać… tylko niech przestanie padać. Bo TAM… jak gleba deszczem nasiąknięła to… mała ameli kalosze gubiła w tej nieprzebytej, błotnistej mazi zalegającej podwórko. Szpagaty można było na jej śliskiej powierzchni ćwiczyć… tylko kaczki szczęśliwe były taplając się beztrosko w brunatnych kałużach, a wyglądały jak nieboskie stworzenia – powiedziałabym diabelskie – po takiej kąpieli w naturalnym… wiejskim SPA ;)



  • ~www.zagubiony-aniol7.blog.onet.pl

    Super…Gdybym ja mieszkała w górach …ach..Chcaiała bym -tam zdjęcia wychodzą super….Ja też fotografuje..Bridget Jones:



  • ~J

    ….hhmmm…dotknąć lata? …gdy jasne włosy rozsypują się na opalonych ramionach, pachnie wokół lipa i koszona trawa, powietrze lekkie i słodkie budzi w głowie wszystkie dzikie myśli i zrobiłby człowiek głupstwo jakieś….. ale spokojnie, bo znowu na deszcz idzie…..na razie ;o)))…



  • ~chwilka13

    siedzę sobie, patrzę na drogę polną i trwam w zachwycie!cieszę się, że tu trafiłam :) pozdrawiam



  • ~Violcia

    i po co ja mam się powtarzać …. jak zwykle jest …..więc Pozdrawiam



  • ~Iga

    No to życzę Tobie choć namiastkę tych opisanych urodzin z dzieciństwa aby były również okazją do tak wspaniałych opisów.Niech Cię wena twórcza nie opuszcza niezależnie od wieku.Wiele szczęśliwych momentów w życiu szczerze życzę z okazji tych i innych przyszłych urodzin.Pozdrawiam



  • ~ameli

    Dotknąć lata… w urodziny… tak bardzo chciałam….bo moje urodziny z dzieciństwa tak właśnie wyglądały … dokładnie tak… tak je zapamiętałam….pełne słońca, błękitnego nieba, polnych kwiatów i zapachu nagrzanego letnim upałem zboża….do tego cykady olbrzymich świerszczy kryjących się w gąszczu traw, a w oddali muczenie krów pasących się na łące, które w tej spiekocie wody się domagały. Rzadko kiedy urodziny obchodziłam w domu z rodzicami, bo zwykle wtedy byłam już poza nim. Ledwo świadectwo ostygło i wrażenia z nim związane, ja miałam już spakowaną torbę i łóżko polowe przygotowane (zawsze ze swoim łóżkiem podróżowałam, by w licznej rodzinie nie mieć kłopotów z „miejscówką” :) i tylko czekałam kiedy rodzice zawiozą mnie na wieś … do Dziadków.Rzadko też kiedy zdmuchiwałam świeczki z urodzinowego tortu… mając tyle lat ile mam, można policzyć tą ekstrawagancję na palcach jednej ręki, ale wcale sobie nie żalę, bo… za tortami nie przepadam i zawsze krępującym było dla mnie być w centrum uwagi.Wolałam tę garść cukierków z przydziału (bo dzieciarni u babci nigdy nie brakowało, stąd zawsze równo i sprawiedliwie wszystko dzieliła), wcisnąć w kieszeń i ruszyć przed siebie w poszukiwaniu nowych okazów motyli, albo na dżdżownice by kury rarytasami nakarmić… albo na poszukiwanie skarbów. Bo zawsze na wsi było tak, że coś ktoś gdzieś położył lub wyrzucił tudzież zgubił, a później trawą to zarastało, łopianem albo innymi „wysokopiennymi”… i jaka radość była takiej małej odkrywczyni kiedy dziurawy garnek w rowie znalazła, albo sweterek w którym rok wcześniej małym kotom matkowała… o ilości pozostawionych lub znalezionych łyżek (bo te cieszyły się szczególną popularnością) – nie wspomnę. Zarówno łyżki, wiaderka jak i sznurek (ten do snopowiązałki) były na wiejskim podwórku, w zabawach dziecięcych, towarami niezbędnymi a zarazem deficytowym… stąd często na łuki (robione z gałęzi) i cukierki wymienialnymi :) Ach o zielonym groszku bym zapomniała, bo jeśli nigdzie nie można było mnie znaleźć, to z pewnością na polu zielonego groszku byłam. Uwielbiam groszek i tak bardzo mi tego smaku teraz brakuje.Niewiele groszkowych strąków mieściło się w małych kieszonkach, więc by mieć go w zapasie na cały dzień, za koszulką go chomikowałam – wyglądając przy tym jak pszczółka maja z pękatym brzuszkiem. Bywało, że i kilogram strąków za „pazuchą” targałam, bo kuzyni też łakomi byli, a przy tym leniwi.Najmilsze były wieczory kiedy jechaliśmy całą zgrają ciągnikiem po „zielone” dla krów…ależ wtedy pachnieliśmy łąką. A gdy krowy były już najedzone i do snu się szykowały, udeptując świeże siano pod sobą… my stojąc w drzwiach obory popijaliśmy jeszcze ciepłe mleko… dziadek nalewał je nam do garnuszków chochlą, prosto z kanki. Dzień się powoli kończył, a zachodzące słońce rozgrzewało swoją poświatą spokojne niebo. I choć nad horyzontem żar się unosił, to czuło się już rosę i rześki powiew wieczornego chłodu… pora zmykać do domu. Jeszcze tylko kolacja, kąpiel (ta nie należała do przyjemnych, bo pocięta od wszelakiego zboża skóra małej dziewczynki straszliwie szczypała zmoczona wodą)… pacierz, który (póki mogła i była) „nadzorowała” zawsze prababcia i można było iść spać … po wyczerpującym, pełnym wrażeń dniu.Dzisiaj nie udało mi się dotkać lata, bo szary beton w około… w dodatku deszczem obficie zmoczony, ale tutaj wspomnienia ożyły i jak kwiat rozkwitły… radośniej mi dzięki tym pejzażom.Dla mnie to urodzinowe obrazy… dziękuję :)



  • ~mama

    A dokąd tak biegniesz…warto? …zatrzymaj się póki nie jest zbyt późno… z doświadczenia powiem -nie warto tak biec…Pozdrawiam



  • ~Monique

    Pięknie i te kolory … zapachniało latemhttp://avangarda2007.bloog.pl



  • ~Carrmelita

    No to ‘różowa piękność’ nareszcie doczekała się identyfikacji. Wierzbówka kiprzyca ? Anglik by się powiesił, a nie wymówił ! Dziękuję za pomoc.



  • ~mariona

    Witam po długiej nieobecności. Nie czuję się specjalistą, ale rozpoznaję „różową piekność” jako Wierzbówkę kiprzycę.Popularny kwitnący kipricznik jest dowodem na obecność lata.Pozdrawiam



  • ~J

    ….na pewno nie łubin ..ale kurczeblade nie wiem jak to się nazywa i też proszę o pomoc specjalistów….zgroza …..widywane codziennie latem i nieznane oblicza botaniki….;o))))….



  • ~Carrmelita

    To chyba nie jest łubin ? Proszę o pomoc specjalistów.



  • ~Carrmelita

    Na wyciągnięcie ręki jest ….. ciepła, pulsująca życiem trawy cisza. Spokój, którego nie ma w dolinach, pełnych szos, po których pędzą spieszące się gdzieś samochody. Tu kolory łubinu zapowiadają nadejście wieczoru w barwie zachodzącego słońca. Czyhałam na te wieczory dwa tygodnie temu nad Lubatową, pod Turkówką, na Przymiarkach. Uciekałam z Iwonicza by nakarmić się bezludnymi przestrzeniami i przez chwilę ‘ nie być’ …



  • ~rude wredne

    … My tylko niezgrabnie narobilibyśmy sobie odcisków, a Ty musnąłeś ten złocisty dzień, ku naszej uciesze.. .:)radośnie!:)



  • ~Julia

    Alez Ty dotykasz lata! Nawet w biegu, z szybkim oddechem. Zatrzymujesz sie niby na chwilke, ale krajobrazy zostaja w Tobie ( i w nas przez fotografie) na dlugo. Zawsze mozna do nich powrocic. Zawsze zachwycic sie kolorem mijanych kwiatow. Poezja gor, pol, lasow. Poezja fotografii. I to ta z najwyzszej polki. Pozdrawiam Cie wakacyjnie!