Blog roku 2005

CCC - czyli biegiem po Alpach

Kilkanaście lat temu prezesując Towarzystwu Sportowemu Rymanów Zdrój byłem współorganizatorem Biegu do Źródeł Rymanowskich.  Pamiętam jak bardzo zazdrościłem biegaczom, jak uwierały mnie cywilne ciuchy. Ja - uwikłany w sprawy organizacyjne, zestresowany, zatroskany by wszystko wypadło jak najlepiej, a oni - szczęśliwi, uśmiechnięci. Nie zazdrościłem zwycięzcom, ale tym najbardziej zmęczonym, którzy ledwo dowlekli się do mety. Pomyślałem o zmarnowanej szansie. Dlaczego nie ma mnie wśród nich?

 

Następnym razem byłem...

 

Nie mogłem wtedy wiedzieć, że ta zdrowa zazdrość zawiedzie mnie aż tu, do Chamonix, Mekki wszystkiego co związane z górami.

 

A toczyło się to wszystko jakby było nieuchronne. Najpierw 5 km, potem 7, 10, 14, maraton, pół-maraton,  pierwszy mój bieg górski na Cergową - coś zakiełkowało w mojej głowie. Bieganie po górach to nowy rodzaj wolności, zespolenie z przyrodą. Wielokrotnie zbiegając z Przymiarek lub Zamczyska utożsamiałem się z biegającymi obok sarnami, kozłami. Przeskakując kępy traw, krzaki, nie myślałem o tym na co spadnę, wierzyłem swoim nogom, instynktom. Owszem, chore od młodości kolano czasem protestowało, najpierw swędząc od środka, innym razem puchnąc lub robiąc się gorące. Zawsze jednak udawało się znaleźć kompromis. Tak sobie rozmawialiśmy:

 

- Będę biegał tylko trochę mniej, OK?

 

- Skoro musisz, to biegaj! Po co nieszczęśliwemu człowiekowi zdrowe kolano?

 

Więc biegałem, 3 x Rzeźnik, maraton w Gorcach, wielokrotnie w Tatrach.

 

Tysiące kilometrów... dziesiątki zdartych butów...

 

I oto stoję w Courmayeur w tłumie biegaczy gotowych na wszystko co spotka ich na 100 km alpejskich szlaków. Z potężnych głośników z mocą wciskającą z powrotem powietrze do płuc wybrzmiewają hymny Włoch, Szwajcarii, Francji. Przez te kraje pobiegniemy. Nad nami śmigłowiec z kamerami. Wiatr od łopat przemienia deszcz w gęsty aerozol. Wilgotno w oczach, nie wiem czy od wzruszenia czy od tej wody. Zdajemy się unosić w powietrzu. Spiker, a wraz z nim 1917 gardeł zawodników odlicza, tradycyjne 10,9,..., UFF, wreszcie biegniemy.

 

Pierwszych kilka kilometrów okazało się najbardziej niebezpieczne w całym biegu. To z powodu kijków. Tytanowy grot wbity w moje udo, kilka razy cudem uratowane oko. Większość zawodników zignorowała prośbę organizatora, by używać ich dopiero od momentu, gdy stawka się rozciągnie. Ja kijków nie zabrałem...

 

A potem? Pod górę i w dół, deszcz, mgła, śnieg, błoto, skały, pod górę i w dół, deszcz, mgła, śnieg, skały, błoto, ciemności, śnieg, wiatr, mgła, błoto, deszcz. I tak przez 14h 22min., co dało 192 miejsce ogólnie i 4 miejsce w mojej kategorii, drugie wśród Polaków. Limit wynosił 25 h. Serdecznie współczuję tym ponad 300 zawodnikom, którym nie udało się zmieścić w wymaganym czasie lub musieli wycofać się z innego powodu.

 

Problemy? Zbyt gorąco na podejściach, za zimno powyżej górnej granicy lasu, problemy żołądkowe, ból uda, ból pachwiny, ból odcisków u stóp, ból kolana, ból brzucha, ból goleni, zepsuta latarka (miałem zapasową), przemarznięte do utraty czucia stopy, zbity duży palec u lewej nogi, całkowicie przemoczone ubranie, zmieniona trasa (z powodu oblodzenia skrócono dystans do ok. 90 km, ... więcej nie pamiętam. Naprawdę drobiazgi. Żaden nie groził wycofaniem z biegu bo najważniejsza jest GŁOWA. A w głowie było wszystko ok. Przychodzące na telefon po każdym punkcie kontrolnym SMS-y od moich dzieci, były dowodem na to, że są ze mną, czuwają, kibicują, śledząc gdzie jestem. Wiedziałem również o kilkunastu, może kilkudziesięciu przyjaciołach, którzy przez Internet robili to samo. Więc mimo, że tam wysoko, w zamieci, w ciemnościach, biegłem samotnie, samotnym nie czułem się ani przez chwilę. Momentami myślałem co by było, gdybym spadł w jedną z oznaczonych czerwonym, migającym w ciemności światłem przepaści, które były o metr za nawrotem ścieżki, lub złamał nogę na którymś z wykrotów. Ale te myśli były tylko po to, by pewniej stawiać każdy kolejny krok, wyszukując skały mniej obłocone, mniej ośnieżone, takie, do których podeszwa moich niezawodnych Montrail'li przyklei się jak na super-glue. Nie mogę zawieść! Dotrę do mety cały i zdrowy! Dziękuję za to wsparcie! Było bardzo ważne!

 

Meta? Po północy, przy padającym śniegu z deszczem, gorącym dopingu niezbyt licznych kibiców, w światłach reflektorów i kamer, musiałem spikera nauczyć wymawiać moje nazwisko. Czułem się lekki, szczęśliwy, zupełnie niezmęczony. Gratulacje od organizatora, kamizelka FINISHER CCC, piwo, bieg po depozyt i na kemping. Po drodze telefony i SMS-y z gratulacjami.

 

Czy warto było? Zapominając o kwestiach finansowych z cała pewnością. Wielka przygoda, satysfakcja. Biegłem z najlepszymi wokół Mont-Blanc, teraz pora na niego wejść. Może na nartach?

Dlaczego piszę o tym teraz? Bo mam kilka dni na rejestrację w przyszłorocznej edycji UTMB. Potrzebne punkty zgromadziłem...

 

Dodaj komentarz

HTML

  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.

Plain text

  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Udowodnij że nie jesteś robotem!
  _____   _____   _____    __      ___  
|___ | |___ | |___ / / /_ ( _ )
/ / / / |_ \ | '_ \ / _ \
/ / / / ___) | | (_) | | (_) |
/_/ /_/ |____/ \___/ \___/
Wpisz kod z ASCII art.

Komentarze

zuza (niezweryfikowany)

..Czado po prostu jesteś twardzielem, podziwiam a po trosze zazdroszczę Ci tych gór,życze niech Ci się spełniają marzenia-
podobno " kto marzy i spełnia swoje marzenia jest zdobywcą większym od Napoleona"

Anonim (niezweryfikowany)

Jeśli czujesz, ze dasz radę... ze chcesz to przeżyć... ze tego potrzebujesz... Jakąkolwiek podejmiesz decyzję będzie ona słuszna:)
Przy okazji zapraszam do Krynicy na ultramaraton festiwalu biegowego we wrześniu:)

czado

Jeśli czujesz, że dasz radę...

Tego nie wiem, gdybym wiedział prawdopoodbnie nie musiałbym biec ;)
To infantylne, ale chcalbym sprawdzić jak tam będzie na własnej skórze.

Dziękuję za tę formę wsparcia.
Jeszcze nie wypełniłem formularza...

Pozdrawiam Waldek

 

stefa (niezweryfikowany)

Normalni ludzie o tej godzinie to już śpią a nie zastanawiają się nad czymś co jest oczywiste i nieuniknione.

WYPEŁNIAJ TEN FORMULARZ !!!!
Pozdrawiam
Stefanka

czado

Zapisanie się zmienia komfortową sytuację z "biegam bo lubię" czyli kiedy chcę i ile chcę, na "biegam bo muszę", czyli przyjęcie surowych reguł klasztoru biegowego na co najmniej 6 miesięcy. Start w UTMB bez odpowiedniego przygotowania to prawie samobójstwo, a treningi są trudniejsze od samego startu. Mam na myśli motywację, czas, sprzęt, zdrowie... Stąd moje wątpliwości. Gdy się zapiszę będę potrzebował wsparcia...

Dziękuję za zaproszenie do Krynicy. Bardzo chciałbym się tam wybrać. Niestety termin raczej wyklucza udział w UTMB i festiwalu biegowym w tym samym roku. Będę wiedział po losowaniu do UTMB.

Normalni ludzie... Juz dawno pogodziłem się z tym, że wileu norm nie spełniam, ale podobnych do mnie jest wielu. Może uda się stanąc wsród tych 2,5 tys. wariatów na starcie w Chamonix...

 

stefa (niezweryfikowany)

Czyli coś jakby... chciałbym, ale się boję?
Dasz radę....
Pomyśl o wietrze , który będzie Tobą targał...
Pomyśl o spalonej słońcem twarzy...
Pomyśl o Tym ile razy zwątpisz i będziesz chciał to zostawić bo pot zaleje Ci oczy...bo skurcz w nogach będzie nie do zniesienia ...bo palce będą krwawić...
Pomyśl o kolejnych butach którym zdarłeś podeszwę...
Pomyśl , że powyżej 2500 serce i płuca mówią NIE!!!
Pomyśl o przyjaciołach , którzy w tym czasie będą pili piwo w swoich altankach...
I wtedy przypomnij sobie zapach trawy kiedy biegałeś codziennie o wschodzie słońca...
Przypomnij sobie jak gorące powietrze faluje w samo południe...
i koncert świerszczy o zachodzie słońca...
Pobiegnij nie dla innych...
Nie dla miejsca...
Pobiegnij dla siebie...
...w końcu to zwykła droga tylko trochę dłuższa i wyższa...
Pozdrawiam Stefanka

czado

 "I wtedy przypomnij sobie zapach trawy kiedy biegałeś codziennie o wschodzie słońca..."

 

 

 

czado

Stefa@ - W kilku zdaniach tak łatwo wyciągnęłaś do światła to, co w mojej głowie próbuje chować się po kątach. Dziękuję.
Tak, to jest moja droga... każdy ma swoją, cóż... moja jest taka... pada deszcz, a ja ubieram buty, zakładam nowe baterie do latarki, upycham batony po kieszeniach...

Zapisałem się i czekam na wynik losowania. :)

Anonim (niezweryfikowany)

Prosimy, aby się podzielił z nami wiadomością o wynikach losowania. Czekamy z niecierpliwością :)

marta z NY (niezweryfikowany)

Jest Pan absolutnie niezwykly! Jestem pelna podziwu dla Pana! Brak słów .... Uwielbiam tez Pana pełne poezji zdjęcia!
Gratulacje zza Wielkiej Wody

marta z NY (niezweryfikowany)

Jest Pan absolutnie niezwykly! Jestem pelna podziwu dla Pana! Brak słów .... Uwielbiam tez Pana pełne poezji zdjęcia!
Gratulacje zza Wielkiej Wody

czado

Nie wylosowałem... UTMB 2014, rok to dużo i mało, długo i krótko...

Jolka (niezweryfikowany)

Nie wiedziałam, przykro mi, że się nie "załapałeś", ale myślę, że LOS wie, co robi; widocznie w tym roku masz coś innego do roboty :)